Z recenzjami książek Wolskiego to jest ten kłopot, że nawet jak człowiek postanowi po lekturze którejkolwiek z nich coś naskrobać, to o oryginalność raczej trudno. Można się włamać na powrót do własnej głowy, odtworzyć każdą pojedynczą frajdę jaką sprawia lektura, najdrobniejszy gag, tło, potem sumiennie to przelać na papier, by po chwili znaleźć się wśród tłuszczy mniejszych i większych, którzy napisali to samo. Z „Nieprawym łożem” jest ta sama historia, ot co najwyżej stworzyć można parę wariacji słownych na jej temat. Gdy do tego okazuje się, że gość reklamy żadnej nie potrzebuje, bo od lat sprzedaje się na pniu, odpada ostatni z ostatnich powodów całej o nim pisaniny.
Piszący te słowa, na domiar złego trylogię, na którą składa się opisywany tytuł czytał jako drugą, czym sobie porządnie sprawy pokomplikował, ale co tam, nie musi być obiektywnie, nawet nie powinno. Byle nie zdradzić zbyt wiele z fabuły.
Główny bohater Maciek, geograf to facet w sumie dosyć zwyczajny. Uczy w szkole, z żoną żar małżeństwa mają już daleko za sobą, taka tam niezbyt pociągająca codzienna rytualność, ma małą córeczkę, paru kumpli, wychowała go ciotka. I wszystko niewarte byłoby produkowania, gdyby nie to że miał ”przyjemność” na ostatnim roku studiów z samym osławionym szefem MSW Mieczysławem Moczarem, co poprzedziła studencka zadyma, policyjna suka i dołek, jak to na wichrzycieli przystało. Przywódca partyzantów po krótkim indagowaniu puszcza młodzika wolno, powołując się na sentyment do jego ojca i matki.
I tak zaczynają się poszukiwania własnego rodowodu, zabawne i straszne, bo jak ktoś choćby ociera się o podejrzenie, że jego ojcem może być Zenon Kliszko, czy tow. Władysław, to włos staje na głowie dęba, pełne kontekstu historycznego, antykomunistycznych psikusów znanego z prawicowości Wolskiego, a ponad to wszystko tak barwne, że przelatuje się przez ”Nieprawe Łoże” jednym tchem.
Wspomaga naszego geografa w usilnych wysiłkach o prawdę własnego życia jeszcze siła snu, który z precyzją chirurga opowiada mu świat jego matki, posyłając niemal na skraj szaleństwa, i jednocześnie przybliżając do finału, jak na Wolskiego przystało, zaskakującego. Opowiedziałem, aż nadto, a więc tylko nawołuje, do dzieła rodacy, czytajcie Wolskiego za dnia i po nocach, bo warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz