Powodów stworzenia tego blogu jest wiele. Jedne są prozaiczne, innym towarzyszy trochę refleksji, ten ostatni jest bardzo przekorny. Prozaiczne pominę, bo to nieciekawe. Z refleksyjnych: jesień za oknem, beznadzieja w kinie, nieznające umiaru gadające telewizyjne głowy, generał Jaruzelski aspirujący do rangi męża stanu, obcesowi dziennikarscy natręci, a ponad tym wszystkim opary obrzydliwej narracji paru nieciekawych typków puszczających do siebie oko po kolejnym udanym geszefcie. W zasadzie pisząc „rzeczywistość społeczna” ująłbym to samo.
Pozostaje jeszcze powód przekorny, niby zabawny, niby nie, z całą pewnością dostarczający wielu ludziom znającym autora niniejszego blogu doskonałej rozrywki, z którą ów autor musi sobie jakoś radzić. Ten powód to nazwisko, niebudzące do pewnego momentu emocji, a które przyszło mi dzielić ze, skądinąd sławniejszym, acz niekoniecznie zacnym reprezentantem pewnej partii politycznej. Odtąd moje życie nie mogło wyglądać tak samo, a za ilustrację może posłużyć uwaga pewnego uniwersyteckiego belfra przy okazji sprawdzania listy z nazwiskami, który przy moim się zatrzymał i rzekł sardonicznie: „Co? Ciężkie czasy trochę?” J. Tak więc niech ten blog będzie na pohybel owym szyderczym milusińskim i oby się im zatrzymał w gardle każdy zacny Łyżwiński w naszym pięknym Prywiślańskim Kraju. Oj będziecie się Panowie i Panie krztusili.
W blogu moim będzie o polityce językiem rozdyskutowanego uniwersyteckiego absolwenta, najczęściej ze smakiem, acz nie zawsze, będą polemiki i komentarze, ale ponad wszystko będą emocje. Od faulowania też nie będę stronić, choć wtedy tylko gdy nikt nie patrzy.
Pojawią się też recenzje książek, lepsze czy gorsze, zawsze dobierane arbitralnie i bez żadnej systematyki. Ot tak jak mi się w głowie ułoży, tu Szkoła Austriacka, tam Vargas Llosa.
Wreszcie będą filmy, te kinowe z rzadka, z telewizji w ogóle, bo nie posiadam tego wynalazku, przeszacowany zaś na pewno będzie udział mojego ukochanego czeskiego kina w światowej kinematografii bo… No właśnie. Bo nie uświadczy tam człowiek behawioralizmu, bo lewy biceps na koszulce nie wyklucza, że prawy uległ wypadkowi, bo ludzie nie zawsze przeżywają widoczne rozterki, bo dwa zabawnie podane i złożone ze sobą nieszczęścia najczęściej dają trzecie, bo film nie musi mieć finału, a śmiech jak się okazuje po wszystkim był gorzką refleksją i daje do myślenia. Wreszcie - bo to kino jest znakomite.
Na koniec usprawiedliwię się jeszcze tylko, że nie piszę o sobie ale zwyczajnie mógłbym nie utrzymać na wodzy swojego obrzydliwego narcyzmu, którego piętno tym to sposobem musi spłynąć w całości na moją ukochaną żonę.
Nie zgodze sie, ze beznadzieja w kinie!
OdpowiedzUsuńmimo to - powodzenia :)
pozdrawiam
ruda
Nie zgadzam sie, ze beznadzieja w kinie!
OdpowiedzUsuńmimo to - powodzenia :)
pozdrawiam
Ale że od razu wstępniaka skrytykują :-) Pluralizm jak widać dużo kosztuje.Rudej obiecujemy, że spośród recenzowanych już wkrótce świeżych perełek czeskiej kinematografii beznadziei nie uświadczy.
OdpowiedzUsuńZ kinem bywa różnie, ale w ostatnim czasie było kilka pozycji godnych uwagi, nawet z tzw. amerykańskich mega produkcji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam